Nareszcie przyszedł czas na wpis o moim ulubionym programie! Po treningach z Mel B & Tiffany Rothe oraz Focus 25 przyszedł czas na kolejne wyzwanie – Insanity Max:30. Wahałam się pomiędzy zwykłym Insanity, a Max:30 ale ostatecznie ze względu na czas trwania wybrałam krótsze ćwiczenia. Jedyne 30 minut to ogromna zaleta tego programu. W końcu każdy jest w stanie wygospodarować taki czas, prawda? 🙂  

Insanity Max 30

Zaczynając wiedziałam, że to nie jest łatwy program i nie byłam pewna czy sobie poradzę. Ale warto tu wspomnieć o kolejnej ogromnej zalecie programu, czyli modyfikacjach. Co to takiego? Po prostu mamy możliwość ćwiczenia lżejszej wersji każdego ćwiczenia. Uważam, że to świetna możliwość na początek. Do dziś pamiętam, że pierwszy trening był zabójczy (mimo, że 3/4 ćwiczyłam z modyfikacjami!), a mój Max Out miał miejsce już około 7 minuty! Ogólnie pierwsze dwa tygodnie były najcięższe, zdecydowanie musiałam się przystosować do tempa zabójczego tempa nowego treningu. Ale dałam radę i z całego serca pokochałam ten program! Pierwsze 10 minut  zazwyczaj było ok.. a później zaczynała się jazda 😀 Rosnące zmęczenie i lejący się pot dawał się we znaki. Nie będę kłamać – ten program to walka ze sobą. Ciągła walka pomiędzy ciałem a duszą. Ciało już ma dość, protestuje, wszystko boli.. ale chodzi o to, żeby nie przestać i ćwiczyć dalej. Chodzi o to, aby wygrać z samym sobą. Na szczęście Shaun to naprawdę świetny motywator! Słuchając go aż chciałam dać z siebie jak najwięcej 🙂 I za każdym razem dawałam. A potem czułam się mega dumna i szczęśliwa! 🙂

Insanity Max 30Jak już pisałam pierwsze treningi były naprawdę ciężkie. Szczególnie niemiło wspominam Tabata Power. Dlaczego? Ponieważ było tam mnóstwo pompek, a zaczynając program nie byłam w stanie zrobić nawet 5 damskich. Naprawdę! Było to strasznie demotywujące. Ale z każdym dniem dzięki uporowi i ciężkiej pracy stawałam się coraz lepsza i silniejsza. Do końca pierwszej rundy nauczyłam się robić normalne pompki! A po dwóch rundach umiem już zrobić mnóstwo pompek przeróżnego rodzaju 🙂

Jeśli miałabym w dwóch słowach opisać ten program to powiedziałabym, że jest to zabójcze cardio. Ale nie martwcie się, z każdym dniem jest łatwiej. W czasie pierwszej rundy większą część ćwiczeń, około 80%, robiłam z modyfikacjami. Natomiast drugą rundę przeszłam w zdecydowanej większości na normalnych ćwiczeniach. Dlaczego nie wszystkie? Ponieważ niektóre ćwiczenia do samego końca były dla mnie problematyczne. Ale jeśli myślicie, że ćwiczenie z modyfikacjami jest lekkie i przyjemne to się mylicie! 😀 Nawet z nimi będziecie bardzo zmęczeni i pot będzie się lał!

Jest to zdecydowanie najlepszy program jaki dotychczas miałam okazję ćwiczyć. Pokochałam go z całego serca! Pokochałam energię, szybkie tempo, oraz litry lejącego się potu. Pokochałam uczucie zadowolenia z siebie i szczęścia kiedy na ekranie pojawiał się napis „time”. Właściwie mogę śmiało powiedzieć, że po prostu kocham cały program! No i oczywiście nie mogę zapomnieć o wspaniałym Shaunie – odwalił kawał dobrej tworząc ten program 🙂

Ciężko mi znaleźć jakieś jego wady. Ale na pewno nie jest dla osób, które nie przepadają za szybkim tempem, wszechobecnymi podskokami, pompkami.. I moim zdaniem nie jest dla osób początkujących w sporcie, bo naprawdę daje w kość. Lepiej zacząć od czegoś łatwiejszego jak na przykład Focus T25. 🙂

Ja jestem po dwóch rundach i na pewno jeszcze nie raz wrócę do tego programu:)

Poniżej wstawiam jeszcze filmik, z którego możecie dowiedzieć się więcej na temat tego programu:

Ja oczywiście polecam gorąco ten program 🙂

Dajcie znać jak wam się podobał wpis. Może was zachęciłam do rozpoczęcia przygody z Shaunem? Jeśli tak to później koniecznie dajcie znać jak się podoba! 🙂

 

}